Hobby horse – czym jest i do czego służy?

Hobby horse – czym jest i do czego służy?



Witajcie!

Jeszcze niedawno myślałam, że hobby horse to po prostu urocza zabawka z dzieciństwa. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy mój 5-letni syn zaczął coraz częściej mówić o konikach, zawodach i „prawdziwym treningu”. Postanowiłam wtedy sprawdzić, czy hobby horse to chwilowa moda, czy coś, co faktycznie ma sens. 


Czym właściwie jest hobby horse?


Hobby horse to uroczy konik na kiju, ale również narzędzie do kreatywnej i rozwojowej zabawy. Dzieci nie tylko biegają z nim po domu czy ogrodzie, ale też:

- trenują skoki przez przeszkody,

- uczą się równowagi i koordynacji,

- organizują zawody i pokazy,

- tworzą własne zabawy.



Patrząc na mojego syna widzę, jak pozytywnie taka forma aktywności wpływa na jego sprawność fizyczną i wyobraźnię. Co ważne – wszystko dzieje się naturalnie, bez nacisku i zmuszania do ruchu. 


Hobby horse oczami mamy 5-latka


Mój syn jest w wieku, w którym energia nie ma końca, a skupienie uwagi bywa dużym wyzwaniem. Hobby horse, mimo wszystko, fajnie się u nas sprawdził.

Zauważyłam, że syn potrafi bawić się sam przez dłuższy czas i chętniej wychodzi na dwór. Może rozwijać swoją wyobraźnię i kreatywność, bo sam wymyśla „treningi” i tory przeszkód. Dla mnie ogromnym plusem jest też to, że hobby horse nie ogranicza wieku ani płci – to zabawka, która rośnie razem z dzieckiem.



Hobby Horse „Silver Shadow”


Dla syna wybrałam model Hobby Horse Silver Shadow. Jego jakość zdecydowanie przerosła moje oczekiwania. Chociaż początkowo wydawało się, że jest za duży, z czasem syn nauczył się go obsługiwać.


Jego najważniejsze cechy:

✔ Wysoka jakość i bezpieczeństwo

- miękka, przyjemna w dotyku tkanina minky,

- haftowane oczy i nozdrza – nic się nie odrywa,

- solidny kij z naturalnego drewna,

- hipoalergiczne wypełnienie,

- certyfikaty CE i Oeko-Tex 100.



Konik jest dość lekki, dobrze wyważony i idealny dla średniej wielkości dziecka – mój syn radzi sobie z nim sam.

✔ Design, który robi wrażenie 

„Silver Shadow” ma piękny, szary kolor i elegancki wygląd. Nie jest to model tylko dziecinny, ani też dostosowany do konkretnej płci. Jest to poprostu piękna, estetyczna zabawka.


Dlaczego polecam hobby horse innym mamom?


Hobby horse to zabawka, która zmusza dzieci do ruchu. Teraz jest zimno, a ekrany kuszą bardzo mocno. Fajnie mieć coś, co choć na godzinę odciągnie dziecko od elektroniki. To idealny sposób na rozładowanie nadmiaru energii i kto wie, może w niejednym dziecku urodzi się dzięki niej prawdziwa pasja...




Podsumowanie – czy warto?


Z mojego punktu widzenia zdecydowanie tak, szczególnie dla młodszych dzieci. Wiadomo, przyjęło się, że hobby horse podobają się bardziej dziewczynkom, ale chłopcy również będą nim zachwyceni..Widząc radość mojego 5-letniego syna czuję, że konik "Silver Shadow” to nie chwilowa zabawka, ale początek pięknej przygody z ruchem.

Jeśli właśnie poszukujecie prezentu, który będzie jednocześnie mądry, bezpieczny i naprawdę angażujący – z czystym sumieniem polecam hobby horse. U nas zdecydowanie zostaje na dłużej.


(Współpraca reklamowa)

Beauty Après Ski – zimowa regeneracja skóry i włosów z Mixa i Garnier | Pure Beauty

Beauty Après Ski – zimowa regeneracja skóry i włosów z Mixa i Garnier | Pure Beauty

 


Zima ma w sobie coś magicznego – skrzypiący śnieg pod butami, gorąca herbata po spacerze i miękki sweter otulający ramiona. Niestety, nasza skóra i włosy nie zawsze podzielają ten entuzjazm. Mróz, wiatr, suche powietrze i ogrzewanie potrafią solidnie dać się we znaki. Dlatego właśnie zimą stawiam na pielęgnację skupiającą się na regeneracji i ochronie. I tu z pomocą przychodzi box kosmetyczny Beauty Après Ski od Pure Beauty, wypełniony po brzegi kosmetykami marek Mixa i Garnier.

Jako kobieta, która testowała już niejeden kosmetyczny box, muszę przyznać jedno – ten zestaw idealnie wpisuje się w potrzeby zimowej pielęgnacji. To taka domowa wersja après-ski, tylko zamiast koca i kakao mamy solidną dawkę nawilżenia, ukojenia i wygładzenia 🥰


Beauty Après Ski – co znalazłam w box'ie?


Urea Cica Repair+ multifunkcyjny krem – Mixa Sensitive Skin Expert



To jeden z tych kosmetyków, które warto mieć zawsze pod ręką. Krem sprawdzi się do twarzy, ciała i dłoni, szczególnie jeśli masz skórę suchą, szorstką lub podrażnioną. Formuła z 10% mocznika i niacynamidem intensywnie nawilża, regeneruje i wzmacnia barierę ochronną skóry.

Cena: 24,99 zł / 150 ml


Nawilżający krem-maska Mixa Hyalurogel Noc



Zimą nocna pielęgnacja to dla mnie absolutna podstawa. Ten krem-maska działa wtedy, gdy Ty śpimy – regeneruje, koi i pomaga odbudować naruszoną barierę hydrolipidową. Rano skóra jest wyraźnie bardziej miękka, gładka i wypoczęta. 

Cena: 31,99 zł / 50 ml


Płyn micelarny 3w1 Garnier Skin Naturals



Klasyk, który nigdy mnie nie zawiódł. Delikatny, a jednocześnie skuteczny płyn micelarny idealny dla skóry wrażliwej. Oczyszcza, usuwa makijaż i jednocześnie koi skórę – bez uczucia ściągnięcia.

Cena: 12,99 zł / 100 ml


Wonder Tint Garnier Vitamin C SPF 50




Lekki fluid barwiący. Wyrównuje koloryt, subtelnie rozświetla i redukuje widoczność przebarwień. Ogromny plus za SPF 50, bo filtr przeciwsłoneczny stosuję przez cały rok – niezależnie od pogody.

Cena: 64,99 zł / 40 ml


Hydra Bomb – nawilżająca maska w płachcie Garnier Skin Naturals



Szybki ratunek dla przesuszonej skóry. Maska intensywnie nawilża dzięki połączeniu kwasu hialuronowego, wody morskiej i wody bławatkowej. Idealna na wieczór po mroźnym dniu albo przed ważnym wyjściem.

Cena: 14,99 zł / 1 szt.


Szampon Keratin Sleek Garnier Fructis



Zimą moje włosy mają tendencję do puszenia się i utraty gładkości. Ten szampon dobrze oczyszcza skórę głowy, usuwa nagromadzony brud, a przy tym nie obciąża włosów. Sprawia, że włosy są miękkie i łatwe do ułożenia.

Cena: 26,99 zł / 200 ml


Maska do włosów Keratin Sleek Garnier Fructis



Prawdziwa perełka dla suchych i puszących się włosów. 13% kompleks keratynowy oraz olejek arganowy wygładzają pasma, nadają im połysk i długotrwałą gładkość. 

Cena: 29,99 zł / 370 ml


Podsumowanie 


Jak sami widzicie, pudełko Beauty Après Ski to świetny przykład przemyślanego zestawu kosmetycznego, który realnie odpowiada na sezonowe potrzeby pielęgnacyjne. Cieszę się, że jestem częścią społeczności Pure Beauty i mam możliwość poznawać takie perełki. 

PS: A Wy? Znacie już przedstawione kosmetyki Mixa i Garnier? Macie swojego zimowego ulubieńca? Dajcie znać w komentarzu.

Do zobaczenia wkrótce! 

Pozdrawiam ♥️ 😊 


 #purebeauty #garnier #mixa #skincare #haircare


(Współpraca reklamowa)

Komoda Róża od PILLOVELY, czyli jak jeden mebel potrafi odmienić całe wnętrze

Komoda Róża od PILLOVELY, czyli jak jeden mebel potrafi odmienić całe wnętrze


 

Hej Kochani!

Chcę Wam dzisiaj zaprezentować naprawdę piękny mebel, który zachwycił mnie od pierwszej chwili. To miało być zwykłe „rozejrzę się za komodą”, porównanie wymiarów i kolorów… a skończyło się na tym, że komoda Róża totalnie skradła mi serce. I dziś chcę Wam o niej opowiedzieć – tak po prostu, po kobiecemu. Bo jeśli Wy też lubicie piękne rzeczy, które nie są tylko do oglądania, ale też praktyczne w użyciu, to myślę, że idealnie trafiliście. 


Pierwsze spojrzenie i pewność, że „to jest to”


Nie wiem, czy też tak macie, ale ja czasem patrzę na mebel i od razu wiem, że będzie mój. Dokładnie tak było z Różą. Ryflowane fronty w kolorze bieli są miękkie wizualnie, bardzo eleganckie, ale bez efektu przesady. Do tego te złote, smukłe nóżki i delikatne uchwyty – całość wygląda lekko, świeżo i naprawdę bardzo stylowo.

To zdecydowanie nie jest komoda, która krzyczy i razie w oczy. Ona po prostu stoi i robi robotę – estetyczną i praktyczną 😊



Komoda, która nie tylko ładnie wygląda


Powiem Wam jedno: wygląd wyglądem, ale ja naprawdę używam swoich mebli. A jako blogerka mam sporo rzeczy do przechowywania. Dlatego tak bardzo doceniłam funkcjonalność komody Róża.

Mam tu:

- trzy drzwi i sześć regulowanych półek, więc bez problemu ogarnęłam rzeczy, które wcześniej „nie miały swojego miejsca”

- trzy pojemne szuflady – idealne na wszystko to, co lubię mieć pod ręką, ale niekoniecznie na widoku

- szeroki blat, który aż się prosi o dekoracje albo kwiaty





Małe detale, które robią ogromną różnicę


Dopiero przy codziennym użytkowaniu widać, czy komoda jest dobrze zaprojektowana. Tutaj naprawdę czuć jakość. Drzwi domykają się cicho, szuflady wysuwają bardzo płynnie i lekko. Nic nie skrzypi, nic nie irytuje. Ogromny plus, który docenią wszystkie z Was, które mają (albo planują) odkurzacz robot – to wysokie nóżki. Sprzątanie dzieje się samo, nie trzeba przesuwać mebla ani kombinować. 




Wysoka jakość, która robi różnicę 


Lubię rzeczy, które kupuję raz, a dobrze. Komoda Róża daje mi takie poczucie. Solidne materiały, wysoka odporność na codzienne użytkowanie, łatwość w utrzymaniu czystości – to wszystko sprawia, że nie martwię się o nią na co dzień. I mam wrażenie, że to jeden z tych mebli, które będą wyglądały dobrze nie tylko teraz, ale też za kilka lat. Oby tak właśnie było 😊


Do jakich wnętrz pasuje komoda Róża?


Róża świetnie odnajdzie się:

- w eleganckich wnętrzach w klimacie glamour

- w nowoczesnych, minimalistycznych przestrzeniach

- wszędzie tam, gdzie duże ilości światła i jasne meble są priorytetem.

Sama widzę ją nie tylko w salonie, ale też w sypialni, łazience, a nawet w większym przedpokoju.




Czy polecam? Zdecydowanie tak!


Jeśli szukacie pięknej, kobiecej, ale też bardzo praktycznej komody, to Róża jest naprawdę świetnym wyborem. Dla mnie to nie jest „kolejny mebel”, tylko element, który sprawił, że moje wnętrze stało się bardziej spójne, uporządkowane i po prostu piękniejsze. Uwielbiam ją ♥️


(Współpraca reklamowa PILLOVELY)




 Jak uzyskać efekt sztucznych rzęs bez ich przedłużania u kosmetyczki? - qualash

Jak uzyskać efekt sztucznych rzęs bez ich przedłużania u kosmetyczki? - qualash



Jeśli jesteście tu, to bardzo możliwe, że – podobnie jak ja – szukacie sposobu na długie, gęste rzęsy, ale bez wizyt u stylistki i bez ich sztucznego przedłużania. Sama, niestety, posiadam naturalnie krótkie rzęsy i wiem jedno: produkty, które obiecują ich wydłużenie, zawsze trafiają na sam szczyt mojej listy kosmetycznych nowości. 

Dziś nie znajdziecie u mnie efektów „przed i po”, bo dopiero zaczynam swoją przygodę z tym serum.  Chce Wam jednak opowiedzieć o produkcie Qualash, abyście mogli się zorientować, czego się po nim spodziewać.


Serum do rzęs – dlaczego to alternatywa dla przedłużania?


Efekt sztucznych rzęs kojarzy się z ich intensywną długością i otwartym spojrzeniem nawet bez makijażu.

Nowoczesne odżywki do rzęs coraz częściej mają za zadanie nie zakrywać problemu, ale wspierać naturalny wzrost rzęs, wzmacniać je i poprawiać ich stan. Dobrze dobrane serum może być realną alternatywą dla sztucznego przedłużania – szczególnie dla osób, które cenią naturalność. A więc w skrócie, ma ono wspomagać ich wzrost i wydłużenie.



Czym cechuje się zaawansowana odżywka Qualash?


To, co od razu zwraca uwagę, to zaawansowana formuła oraz pojemność 3,5 ml, czyli nieco większa niż w większości serum do rzęs. Wystarczy więc ono na dłużej.


Jak działa serum do rzęs?


Formuła produktu opiera się na opatentowanym kompleksie QUA-X Complex®, który łączy peptydy, witaminy, ekstrakty roślinne. Zadaniem kosmetyku jest odżywianie, ochrona i wzmacnianie rzęs, a także stworzenie jak najlepszych warunków do ich wzrostu.


Składniki aktywne


W składzie znajdziemy m.in.:

- peptydy wzrostowe – wspierają długość i gęstość rzęs,

- ekstrakt z zielonej herbaty – działa ochronne i antyoksydacyjne,

- ekstrakt z kiełków pszenicy – regeneruje i wzmacnia,

- myristoyl pentapeptide-17 – składnik często spotykany w produktach ukierunkowanych na zagęszczenie rzęs.

Co więcej, serum stworzono tak, by było odpowiednia również dla wrażliwych oczu, co dla mnie jest niezbędne. Już niejednokrotnie miałam podrażnienia od odżywek do rzęs i nie chciałabym tego znowu przechodzić.




Kiedy widać pierwsze efekty?


Zgodnie z informacjami producenta, pierwsze widoczne zmiany mogą pojawić się po około 25 dniach regularnego stosowania. Warto jednak pamiętać, że podstawą są systematyczność i cierpliwość. Osobiście już sobie je wyrobiłam, stosując inne produkty o podobnym charakterze, także z tym nie mam problemów.


Jak prawidłowo stosować serum do rzęs Qualash? 


Aplikacja jest szybka i bardzo prosta. Na czystą, osuszoną skórę należy nanieść cienką warstwę serum u nasady górnych rzęs – jak eyelinerem. Sama stosuję je po wieczornej kąpieli.


Bezpieczeństwo i testy


Serum zostało:

- klinicznie przebadane w niezależnym laboratorium,

- przetestowane na setkach kobiet,

- poddane badaniom okulistycznym i dermatologicznym,

- objęte 90-dniową gwarancją zwrotu pieniędzy.


Podsumowanie


Przedstawione serum to idealna propozycja dla osób, które marzą o efekcie sztucznych rzęs w naturalnym wydaniu, oraz nie chcą przedłużać rzęs metodami mechanicznymi. Ja zdecydowanie do nich należę. To tańsza i długotrwała alternatywa dla przedłużenia i kosmetyczki.

Osobiście już nie mogę się doczekać efektów. Czekam na nie z ciekawością. Mam nadzieję, że niedługo będę się Wam mogła nimi pochwalić. 


Buziaki ♥️


(Współpraca reklamowa)

Prezent na Dzień Babci i Dziadka, który zostaje na lata – fotoobraz ścienny aluminiowy ze zdjęciem wnuków

Prezent na Dzień Babci i Dziadka, który zostaje na lata – fotoobraz ścienny aluminiowy ze zdjęciem wnuków



Jestem mamą dwóch chłopców. Dwóch małych światów, które każdego dnia wnoszą do naszego życia śmiech, bałagan i ogrom miłości. Ale jest ktoś, kto kocha ich trochę inaczej. Miłością równie potężną i szczerą. To ich babcia i dziadek.

Ilekroć patrzę, jak moi rodzice spoglądają na wnuków, widzę w ich oczach dumę i tę szczególną czułość, której nie da się opisać słowami. Dla nich wnuki są całym światem. I wiem, że chcieliby mieć je zawsze blisko siebie – nawet wtedy, gdy nie mogą ich przytulić.

Dlatego w tym roku prezent na Dzień Babci i Dziadka musiał być wyjątkowy. Taki, który pozwoli im spojrzeć na wnuki każdego dnia, bez względu na porę i okoliczności. Tak powstał pomysł na zdjęcia wnuków drukowane na aluminium – sentymentalny i trwały prezent prosto z serca.


Miłość dziadków, która nie zna granic


Dziadek moich dzieci potrafi godzinami opowiadać o ich pierwszych słowach, śmiesznych powiedzonkach i drobnych gestach, które dla niego znaczą więcej niż wszystko. Babcia z kolei uwielbia spędzać z nimi czas, czytając książki i opowiadając bajki. Oni naprawdę chcą mieć wnuki zawsze blisko. Widzieć ich twarze każdego dnia. Wracać do wspomnień. Przeżywać codzienność razem z nimi. I właśnie dlatego personalizowany prezent ze zdjęciem wnuków będzie miał dla nich tak ogromną wartość.



Dlaczego fotoobraz ścienny aluminiowy to idealny prezent na Dzień Babci i Dziadka?


Szukając pomysłu na oryginalny prezent dla babci i dziadka, zależało mi na czymś, co:

- będzie pamiątką na długie lata,

- nie straci jakości z czasem,

- stanie się częścią ich codzienności.


Druk na metalu jest trwały, elegancki i odporny na upływ czasu – zupełnie jak miłość dziadków do wnuków. Takie metalowe zdjęcia można powiesić na ścianie lub postawić w ulubionym miejscu, tam, gdzie spoglądamy najczęściej. To taki prezent, który nie trafia do szuflady, czy nie zostaje zużyty po jakimś czasie.


Zdjęcia wnuków – małe chwile, wielkie emocje


Wybrałam zdjęcie, które zatrzymało miłość i szczęście braci w jednym ujęciu. Po jednym dla każdej pary dziadków. Gdy zobaczyłam gotowe zdjęcia na metalu, poczułam, że to coś więcej niż dekoracja. To odpowiedź na potrzebę dziadków, by mieć wnuki zawsze przy sobie.


Sklep z fotoprezentami, który wybrałam 


Zdjęcia zamówiłam w CreateGift.pl – miejscu, gdzie personalizowane prezenty naprawdę mają znaczenie.

Proces zamówienia był prosty, kreator intuicyjny, a efekt końcowy spełnił wszystkie moje oczekiwania. Zdjęcia mają naprawdę świetną jakość. Sama bym chciała mieć coś takiego w swoim domu ♥️




Reakcja, której się nie zapomina


W tym roku dziadkowie będą napewno zachwyceni prezentami. Słodycze, kwiaty czy kawa - to wszystko zawsze jest mile widziane, ale tylko takie sentymentalne upominki zostają w pamięci na długo. 

Jeśli więc sami stoicie przed wyborem idealnego upominku, to zdjęcia wnuków drukowane na metalu będą strzałem w 10!

Pozdrawiam ♥️😊


(Współpraca reklamowa)


MOVA I10 – odkurzacz, którym szybko ogarniesz swój dom!

MOVA I10 – odkurzacz, którym szybko ogarniesz swój dom!

 


Kochani.

Jeśli macie dzieci to mnie zrozumiecie. Sama jestem mamą niemowlaka i pięciolatka, to wiem doskonale, że sprzątanie nie kończy się nigdy. Ledwo odłożę odkurzacz do stacji, a już na podłodze lądują okruszki od ciastka, rozsypane chrupki, piach z butów albo włosy – oczywiście moje, które zostały wyrwane przez małe rączki. Do tego raczkujący maluch, który ma magiczną zdolność znajdowania najmniejszego paprocha w całym mieszkaniu dokładnie wtedy, gdy ja myślę, że jest „w miarę czysto”.

Dlatego dziś nie szukam sprzętów, które obiecują gruszki na wierzbie. Szukam takich, które:

- wyciągnę jedną ręką, kiedy w drugiej trzymam dziecko,

- szybko ogarną bałagan po posiłku,

- nie wciągną mi nerwów razem z dywanem,

- nie wymagają doktoratu z obsługi 😊.


I właśnie w takim momencie w moim domu pojawił się MOVA I10 – bezprzewodowy odkurzacz, który miał być „kolejnym testem”, a został moim codziennym pomocnikiem. Tak więc, jeśli interesuje Was szczera recenzja z punktu widzenia mamy, to zapraszam na dalszą część postu.


Moje pierwsze wrażenia



Pierwsze, co zauważyłam po wyjęciu tego cuda z pudełka, to jego minimalna waga. 1,35 kg to naprawdę niewiele – spokojnie obsługuję go jedną ręką, kiedy w drugiej noszę niemowlaka. Chociaż muszę przyznać, że nawet starszy synek świetnie sobie radzi z takim lekkim odkurzaczem. Nie trzeba się z nim siłować, nie bolą od niego nadgarstki i nie muszę odkładać sprzątania na czas drzemki, tylko sprzątam normalnie w godzinach aktywności młodszego syna.


Do tego stacja ładująco-przechowująca 2-w-1, która:

- nie wymaga wiercenia w ścianie,

- trzyma wszystkie końcówki w jednym miejscu,

- wygląda bardzo estetycznie.


U mnie odkurzacz ze stacją stoi w kącie w salonie i nie razi w oczy – a to dla mnie ważne, bo salon to jednocześnie plac zabaw, jadalnia i miejsce odpoczynku.


Moc ssania 


Nie będę ukrywać, bo sama jestem pod wrażeniem - 120 AW (28 000 Pa) to nie jest marketingowa liczba. To jest moc, którą naprawdę widać podczas odkurzania.

W trybie Eco sprzątam:

- drobny kurz,

- włosy,

- sierść,

- okruchy po chlebie i chrupkach.

To jest ten tryb, który włączam kilka razy dziennie – na szybko, bez planowania.




Tryb Turbo z kolei wchodzi do gry, gdy:

- na wycieraczkach, wykładzinach jest piach,

- trzeba ogarnąć materac albo kanapę,

- coś się przypadkiem rozsypało w większej ilości.

Tutaj odkurzacz naprawdę pracuje na wysokich obrotach, ale mimo tego chodzi lekko. Nie przysysa się do podłogi.


Szczotka TangleBuster™ – metoda na włosy


Mam długie włosy, a jeszcze teraz mi wypadają. To oznacza regularne wycinanie włosów ze szczotki. A w tym odkurzaczu nie ma tego problemu. Włosy wpadają z kurzem do środka. Szok, ale faktycznie tak jest! 😊




TangleBuster™ Multi-Surface Brush faktycznie działa, a dzięki niej:

- włosy się nie plączą,

- nie muszę co chwilę czyścić wałka,

- działa zarówno na panelach, jak i dywanach.

Dodatkowo szczotka automatycznie wykrywa podłoże – przejazd z paneli na dywan odbywa się płynnie, bez ręcznej zmiany trybu. To mega wygodne.


Oświetlenie 140° – cała prawda o czystości


Według mnie to najbardziej bezlitosna funkcja tego odkurzacza. Światło Celeste Light 140°, puszczone bardzo nisko nad podłogą, pokazuje: kurz pod łóżkiem, „niewidzialny” brud w ciemnych kątach. Dosłownie wszystko! A po odkurzaniu widzę, jak podłoga staje się czysciutka. To takie satysfakcjonujące! ♥️ Naprawdę doceniam to światło, jest niezastąpione. Pierwsze sprzątanie było małym szokiem, a przy każdym kolejnym już wiedziałam, że nie chcę sprzątać bez niego.


Składanie 170° – sprzątanie pod meblami bez kucania


Jako mama niemowlaka naprawdę nie mam ochoty ciągle klęczeć na podłodze. Na szczęście tutaj rura składa się aż do 170°, a całość obraca się na boki, więc bez problemu wjeżdżam pod łóżko, stół , krzesła i to bez przesuwania mebli. Mała rzecz, a czuć ogromną różnicę.


Czas pracy i bateria


Na jednym ładowaniu (ok. 3,5 godziny) mam do 60 minut w trybie Eco z końcówką szczelinową, ok. 40 minut w trybie Eco ze szczotką podłogową. W ten sposób posprzątam całe mieszkanie nawet 2 razy.


Filtracja i mini-szczotka – ważne przy dzieciach



6-warstwowy system filtracji HEPA zatrzymuje 99,99% cząsteczek, a mini-szczotką w trybie Turbo odkurzam: materac, kanapę na której syn zjada wszystko, co kruszy się najbardziej (wiadomo).

Świadomość, że szczotka usuwa roztocza i nie wypuszcza kurzu z powrotem w powietrze, jest dla mnie ogromnym plusem. Wprawdzie tego nie widać gołym okiem, ale wierzę, że różnica jest i nasze organizmy ją odczują.





Podsumowanie – czy MOVA I10 zostaje z nami na dłużej?


Tak! Zdecydowanie tak, bo to najlepszy i najdokładniejszy odkurzacz pionowy jako do tej pory używałam. A do tego lekki jak piórko ♥️

Robi dokładnie to, czego od niego potrzebuję – szybko, skutecznie i bez dodatkowego stresu. A w moim obecnym etapie życia to jest dokładnie ten luksus, którego szukam i potrzebuję.

PS: A Wy, co sądzicie o takim domowym pomocniku?


(Współpraca reklamowa)

Evree Max Repair – regenerujący balsam do ciała z boxa Pure Beauty | moja opinia

Evree Max Repair – regenerujący balsam do ciała z boxa Pure Beauty | moja opinia

 


Kochani.


Subskrypcyjne boxy kosmetyczne to dla mnie świetny sposób na odkrywanie nowości, po które sama nie zawsze bym sięgnęła. W urodzinowej edycji Pure Beauty znalazłam kilka ciekawych perełek, a wśród nich balsam do ciała Evree Max Repair,. który szybko trafił do mojej codziennej pielęgnacji. Od razu wzbudził moją ciekawość obietnicą intensywnej regeneracji – a moja skóra zdecydowanie tego potrzebuje. Co więcej, jego cudownie słodki zapach urzekł mnie już w pierwszej chwili i widziałam, że to będzie coś dla mnie.

To, co szczególnie mnie urzekło, to skład i jego przemyślane działanie. Ceramidy pomagają odbudować barierę ochronną skóry, dzięki czemu mam wrażenie, że jest ona „bezpieczniejsza” i bardziej odporna na czynniki zewnętrzne. Mocznik w stężeniu 3% intensywnie nawilża i przywraca komfort – dla mnie to składnik niezbędny, zwłaszcza gdy skóra ma tendencję do przesuszania. Do tego aż 15% lipidów, które tworzą na skórze ochronną warstwę i zapobiegają utracie wilgoci. Efekt? Skóra wygląda zdrowiej i jest wyraźnie odżywiona. Konsystencja jest przyjemnie kremowa, ale nie ciężka – dokładnie taka, jaką lubię najbardziej. Bez problemu rozprowadza się na skórze, i co dla mnie ważne, wchłania się naprawdę szybko. Nie muszę stać i czekać, aż przestanę się lepić, więc idealnie sprawdza się nawet wtedy, gdy rano wszystko robię w biegu.



Zima to okres, kiedy moja skóra ma jeszcze większą tendencję do przesuszeń, zwłaszcza na łydkach i łokciach, a tutaj już po kilku dniach regularnego stosowania zauważyłam różnicę. Skóra na ciele jest bardziej miękka, elastyczna.i wygląda po prostu ładniej. To jeden z tych balsamów, które faktycznie robią to, co obiecują – regenerują i dbają o komfort skóry przez większość dnia. 

Ogromnym plusem (tak jak już wspomniałam) jest też zapach – delikatny, czysty, słodki. Taki, który nie gryzie się z perfumami i sprawia, że aplikacja staje się bardziej przyjemna.



Cieszę się, że trafiłam na ten balsam właśnie w urodzinowym boxie, bo sama pewnie nie zwróciłabym na niego uwagi na półce sklepowej. A teraz? Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że to bardzo udany kosmetyk do codziennej pielęgnacji – szczególnie jeśli nasza skóra potrzebuje solidnej dawki regeneracji i ukojenia. 

Jeśli jeszcze go nie znacie to polecam to nadrobić.


Pozdrawiam 😊 


(Współpraca reklamowa)

Teekanne Thank You Collection - pyszne herbaty w urodzinowym box'ie Pure Beauty

Teekanne Thank You Collection - pyszne herbaty w urodzinowym box'ie Pure Beauty

 


Kochani!

Urodzinowy box Pure Beauty okazał się cudowną niespodzianką. Oczywiście spodziewałam się w nim wielu kosmetycznych nowości, ale to, co wyróżniło go na tle innych, to obecność przepysznych herbat. Taki dodatek w box'ach subskrypcyjnych zdarza się naprawdę rzadko, dlatego od razu wzbudził moją ciekawość i sympatię.

W środku znalazł się zestaw Teekanne Thank You Collection, który idealnie wpisał się w ideę urodzinowego prezentu. Już na pierwszy rzut oka przyciąga uwagę swoim eleganckim wyglądem, a po otwarciu obiecuje prawdziwą podróż po różnych smakach. To miła odmiana i piękne uzupełnienie kosmetycznej zawartości – w końcu pielęgnacja to nie tylko kremy, ale też moment odprężenia.




Różnorodność smaków w jednym pudełku


Zestaw herbat został skomponowany bardzo harmonijnie. Znajdziemy w nim zarówno herbaty białe i zielone, jak i owocowe propozycje, które pozwalają dopasować napój do nastroju. To świetna opcja dla osób, które lubią próbować nowych połączeń smakowych i nie chcą ograniczać się do jednego rodzaju herbaty. Całość prezentuje się na tyle pięknie, że bez problemu mogłaby pełnić rolę samodzielnego upominku. Taki zestaw sprawdzi się jako drobny prezent na urodziny, podziękowanie lub po prostu miły gest bez okazji. Myślę, że na dzień Babci i Dziadka będzie jak znalazł.


Każda herbata z zestawu ma swój odmienny charakter:

1. White Tea Citrus – delikatna i lekka, z wyczuwalnymi nutami cytrusów i mango.

2. Fresh Orange – owocowa, lekko kwaskowa, z hibiskusem i pomarańczą.

3. Green Tea Lemon – klasyczna zielona herbata przełamana cytrynową świeżością. Prosta, ale smaczna.

4. Zen Chai – interesujące połączenie zielonej herbaty z cytryną i mango, które pomaga się wyciszyć.

5. Raspberry – intensywnie owocowa, lekko słodko-kwaśna. Jej smak bardzo mi odpowiada.

6. Green Tea Pomegranate – zielona herbata z nutą granatu, świeża i nowoczesna w smaku.




Beauty box ze smakowitym dodatkiem 


Bardzo spodobało mi się to, że box Pure Beauty został wzbogacony o produkt z innej kategorii. Herbaty doskonale dopełniają ideę dbania o siebie i sprawiają, że cały zestaw nabiera jeszcze bardziej relaksacyjnego charakteru. Jeśli takie smakowite dodatki będą pojawiać się częściej, to ja jestem jak najbardziej na tak. 

Urodzinowy box sprawił mi naprawdę dużo przyjemności, bo zima to czas, kiedy herbata jest moim ulubionym napojem... 

A Wy lubicie takie owocowe, rozgrzewające napary?


(Współpraca reklamowa)

Copyright © 2014 BLOG TESTERSKI , Blogger